DRED

Godzina i dzień narodzin: 20:55, 24.12.2012
 
 
Cześć wszystkim.
Mam na imię Dred. Wcześniej miałem na imię Drako ale pan który mnie chciał a później ze mnie zrezygnował nazwał mnie Dred.
 
Pańci się to imię z początku nie podobało ale później już się do niego przyzwyczaiła. Więc tak, jestem Dredziu (po domowemu) Dred mam w dokumentach. Na świat przyszedłem w ciepełku a nie tak jak mój braciszek na dworze. Gdy tylko się urodziłem i zanim pańcia rozerwała błony płodowe, straciłem przytomność. Pańcia robiła co mogła żeby mnie przywrócić do życia ale nie pomagało. Pomogło dopiero sztuczne oddychanie. Gdy chuchnęła mi w pyszczek tak od razu mi się zachciało żyć… Pańcia żartuje sobie nieraz, że oddała mi część swojej duszy… Na początku gdy wróciłem do siebie wydałem cichutkie piśnięcie. Moja mama podobno przyglądała się bardzo uważnie temu jak pańcia mnie ratowała i gdy tylko dałem oznaki życia, ona polizała mnie po główce a potem całego wylizała tym samym pomagając mojemu krążeniu funkcjonować. Jaki jestem? No cóż aniołkiem nie jestem… Jestem wielkim rozrabiaką i urwisem nad urwisami. Gdy coś spsocę to udaję, że to nie ja zrobiłem tylko moja siostra Doxa (Beta)… Przeważnie wtedy siadam cichaczem za pańcią lub przed pańcią wpatrzony w nią jak w obrazek… Jestem najmniejszy z rodzeństwa i bardzo podobny do mojej siostrzyczki Doxy. Pańcia nazywa nas bliźniakami i często się myli wołając na nas odwrotnie. Przez to, że jestem najmniejszy i mam małą główkę „suczą” to nie będę się nadawał na wystawy psów rasowych. Pańcia szuka dla mnie domku i ludzi którzy pokochają mnie takim jakim jestem… Lubię być brany na ręce i przytulany. Nie podgryzam ani nie szczypię tak jak mój brat… Jestem karny i słucham się pańci chociaż z trudem mi to przychodzi ale staram się i jest już coraz lepiej podobno… Z nauką czystości jest u mnie jeszcze różnie… Jak pada albo wieje to mam opory z wyjściem na dworek i załatwianiem się w takich warunkach… Myślę, że chyba nikt nie lubi gdy na niego coś pada albo coś mu wieje prosto w pyszczek… Gdy przychodzi pora karmienia to wtedy nie mogę się już doczekać i bardzo głośno dopominam się o swoje żarełko. Pańcia nazywa mnie gadułą ale cóż ja mogę na to poradzić jak mój brzusio dopomina się o jedzonko…? Taki właśnie jestem…

Dorotko bardzo dziękuję za nadesłane zdjęcia 🙂